Forum www.wsraurumanimus.fora.pl Strona Główna

Odwiedziny z SC

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.wsraurumanimus.fora.pl Strona Główna -> Archiwum / Scarlet
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Joanne
Właściciel Stajni



Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 625
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:30, 13 Cze 2011    Temat postu: Odwiedziny z SC

28 Maj 2011 - by Joanne

Postanowiłam zajrzeć do naszych nowicjuszy. Moje serce podbiła Scarlet. Niby nieufna, zdziczała i przerażona, a jednak łaknąca kontaktu z człowiekiem. Gdy przyszłam w rekonwalescencką część stajni napotkałam wręcz chamsko wpychające się we mnie chrapy Sokisty. Pogładziłam go po nosie, poczochrałam poplątaną grzywkę i przeszłam boks dalej. Scarlet stała w kącie boksu, była cała sztywna, spięta, nerwowo rozglądała się dookoła i cicho rżała.
-Hej mała - Powiedziałam podchodząc bliżej drzwiczek. Folblutka spojrzała na mnie z zainteresowaniem i pewnym błyskiem w oku. Uśmiechnęłam się delikatnie i starałam się nie patrzeć w jej lśniące, ogromne oczy. Opuściłam wzrok na słomę w jej boksie, zaokrągliłam ramiona i przyjęłam zachęcającą do kontaktu postawę. Słychać było szelest słomy. Po chwili ujrzałam czarne, zaniedbane kopyta w miejscu, w które wbiłam wzrok. Na twarzy poczułam chłodny oddech. Ostrożnie wyciągnęłam rękę w stronę klaczy, podnosząc głowę i patrząc się na ścianę. Scarlet dokładnie obwąchała ją i ostrożnie musnęła chrapkami. Ostrożnie podniosłam głowę i spojrzałam wpierw na zad, potem na brzuch, łopatkę, szyję i w końcu łeb siwki. Jej oczy były niesamowite. Niby spojrzenie z cząstką zaufania, ale jednak widać było lęk, dystans. No i ten błysk.
Drugą ręką wyszukałam w kieszeni bluzy spory krążek marchwi. Ułożyłam go na dłoni i trzymałam blisko siebie. Scarlet niemalże od razu podeszła bliżej i chwyciła przekąskę. Z uwielbieniem schrupała ją, trzymając chrapy dalej przy mojej dłoni. Podarowałam jej jeszcze jeden krążek (ostatni zostawiłam dla Sokisty), przy okazji spróbowałam pogładzić po nosie. Z początku nieco uniosła łeb w górę, jakby się bojąc, potem opuściła go i patrząc na mnie już ufniejszym spojrzeniem oddała się pieszczotom.
Uśmiechnęłam się szeroko i cudem kontrolowałam swoje emocje. Delikatnie poklepałam klaczkę po szyi i odeszłam od boksu, musiałam wracać do domu.
-Pa kochana... - Powiedziałam cicho i ciepło, wychodząc ze stajni i dalej patrząc się na siwkę, która z postawionymi uszami obserwowała każdy mój ruch.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Joanne
Właściciel Stajni



Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 625
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:30, 13 Cze 2011    Temat postu:

29 Maj 2011 - by Evov

Wpadłam do stajni jak burza. dowiedziałam się niedawno od Nocja, że jestem potrzebna. W zasadzie zastanawiałam się po jakie licho skoro wszystkimi końmi już ktoś się zajmuje a już dawno nie znalazłam nikogo, z kim mogłabym się tutaj dogadać. na dodatek, po odejściu Sonadorki, wpadłam w małą depresję i postanowiłam, że nie chcę mieć już nic wspólnego z zawodowym sportem i anglikami.
Jednak skuszona tym, że przyjechali nowi i potrzebna jest jakaś pomoc zwłaszcza kogoś kto ma dużo czasu, przydreptałam do Centralki zobaczyć jak się sprawy mają. Nie miałam żadnych planów. ani tym bardziej nadziei, nawet jej szczątków, że spotkam tutaj konia, którego będę mogła często odwiedzać.
Weszłam do częsci przeznaczonej dla nowicjuszy. Nie potrzebowałam iść gdzie indziej, bo mniej więcej znałam sytuację i byłam pewna, że dziewczyny wykorzystując ładną pogodę pozabierały wszystkie wierzchowce na treningi albo spacery. przecież od tego jest słońce i to miejsce.
Ledwo otworzyłam drzwi usłyszałam dziwnie znajomy odgłos wskazujący na usilną próbę rozwalenia od środka boksu. zamurowało mnie. Przecież Cameron nie żył już od dłuższego czasu, a tylko on mnie tak witał.
Pokręciłam szybko głową i zrobiłam krok do przodu. Z boksu po prawej stronie rozległo się przeraźliwe rżenie, jakby kogoś zażynano żywcem czy coś w tym guście. mimo wszystko uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do bramki ciekawa tego, co zobaczę w środku.
Stała kilka kroków od bramki. Z uszami położonymi tak płasko, że wydawać się mogło, że są przyrośnięte do głowy. Patrzyła na mnie wrogo i wyglądała tak, jakby w każdym momencie mogła zaatakować. Kurczę, drapieżnik się znalazł.
- Masz zamiar mnie zabić? - spytałam spokojnie otwierając bramkę.
starałam się nie patrzeć w jej oczy, co było trudnym zadaniem. cały czas uciekałam wzrokiem jakbym udawała, że wcale nie wyczuwam jej obecności. Przecież głupia nie byłam!
siwa była przepiękna. Może trochę koścista i brudna, nie wyglądała jak anglik w szczycie formy wyścigowej, jednak coś z tego folbuciego piękna miała w sobie, coś co zawsze przyciągało mnie w tych koniach.
Bramka skrzypnęła.
Czujna klacz cofnęła się gwałtownie i głośno zarżała.
- Głupia - mruknęłam grzebiąc w kieszeniach. - Przecież ci nic nie zrobię - zaśmiałam się cicho i wyciągnęłam kawałek marchewki.
stałam chwilę bez ruchu, nie patrząc na konia oraz przyjmując w miarę przyjazną postawę. Nie chciałam, żeby wzięła mnie za agresora czy jak to się zwało.
pokazałam jej smakołyka na wyciągniętej jak tylko mogłam dłoni. Wiedziałam, że klacz szybko do mnie nie podejdzie, więc bardzo się zdziwiłam kiedy po paru minutach ciszy usłyszałam szelest słomy i poczułam ciepły oddech na swojej ręce.
Uśmiechnęłam się. Czyżbym spotkała bratnią duszę? kogoś, kto zechce mi zaufać i pozwoli się poprowadzić? Nie byłam tego taka pewna...
Dałam jej jeszcze jeden kawałek. teraz mogłam spokojnie ją pooglądać, a nawet pogłaskać. Najpierw delikatnie po szyi, cały czas coś tam do niej mamrocząc, aż wreszcie doszłam do chrap. Wystraszyła się trochę i machnęła łbem. Jednak po chwili sama domagała się pieszczot.
- No widzisz, nie gryzę - zaśmiałam się znowu i poklepałam ją po szyi. - Potem może pójdziemy na spacer...albo jutro.. - powiedziałam zastanawiając się i wyszłam z boksu.
Trzeba było pójść do biura popytać się co tak naprawdę ode mnie chcieli. Czyżby moje spotkanie ze Scarlet nie było czystym przypadkiem?
tak czy owak, postanowiłam, że będę ją często odwiedzać...Dopóki nie dostanie nowego domu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Joanne
Właściciel Stajni



Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 625
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:31, 13 Cze 2011    Temat postu:

29 Maj 2011 - by Joanne

Po załatwieniu pewnych spraw wróciłam do SC. Nie mogłam sobie darować kontaktu z Scarlet. Klacz była na pastwisku, pochłaniała trawę całymi kępkami. Uśmiechnęłam się i z uwiązem w ręce powędrowałam w jej stronę. Parę metrów od niej przystanęłam i zawołałam ją. Siwa podniosła łeb, zastrzygła uszami i spojrzała na mnie swym oczętami. Tak, to był ten koń. Wiedząc, że mnie widzi powoli zbliżałam się w jej stronę, utrzymując przyjazną postawę. Jakieś 2 metry od klaczy przystanęłam i wystawiłam dłoń. Scarlet widać była w rozterce. Po chwili jednak podeszła kroczek, drugi, trzeci. Ostatecznie musnęła moją dłoń swymi chrapkami i nawiązałyśmy kontakt. Drugą dłonią wyszukałam kawałek marchewki i wystawiłam w jej stronę. Scar wyciągnęła łepek po smakołyka, jednak była za daleko. Nieco pewniejsza podeszła bliżej i złapała warzywo. Schrupała ze smakiem i spojrzała na mnie. Powoli widziałam w nich coraz więcej zaufania, coraz mniej lęku. Spróbowałam pogładzić klacz po głowie. Z spokojem przyjęła pieszczotę. Podeszłam bliżej i dotknęłam jej szyi. Odsunęła się lekko, jednakże po chwili wróciła. Usmiechnęłam się i gładząc pięknego siwego zwierza delikatnie złapałam go za kantar i przypięłam do uwiązu.
-No mała, pójdziemy się wyczyścić, co? - Powiedziałam patrząc na szerzącą się plagę zlepek na jej matowej sierści. Siwa patrzyła na mnie z zainteresowaniem. Ruszyłam, delikatnie napinając uwiąz. Folblutke posłusznie ruszyła za mną. Poszłyśmy na plac, gdzie lekko uwiązałam siwkę.
Wyjęłam ze skrzynki miękko-twardą szczotkę, przydatną do szybkiego i delikatnego czyszczenia koni. Powolnymi ruchami rozczesywałam kolejne pasy zaklejek, a Scarlet uważnie śledziła każdy mój ruch. Bała się dotykania łba, jednak dotykając ją tam już inną, mięciutką szczotką przekonałam, że dotyk nie gryzie.
-Widzisz...czyszczenie może być przyjemnością - Uśmiechnęłam się i pogładziłam Scar. Sięgnęłam po grzebień. Powolnymi, ciągłymi ruchami rozplątywałam każde pasmo jej jasnego włosia. Przy ogonie klacz się zestresowała, jednak po dłuższej chwili delikatnego czesania i uspokajania głosem jako-tako rozluźniła się i odprężyła. Uczesany koń wyglądał dużo lepiej, to fakt. Złapałam nożyczki i przycięłam trochę jej włosy, by mogły trochę odżyć za jakiś czas. Głos nożyczek sprawił, że Scarlet spięła się, jednak gładzenie po szyi i spokojne przemawianie zaskutkowało pozytywnie.
-Wspaniały zwierz... - Powiedziałam cicho, delikatnie gładząc dużo spokojniejszą folblutkę po całym ciele. W pewnym momencie Scarlet obróciła łeb i dotknęła mojej dłoni. Spojrzała wzrokiem już praktycznie bez lęku, ale ten błysk nie odstępował jej na krok. Pogładziłam ją po główce i sięgnęłam po kopystkę. Poprosiłam siwą o podanie lewego przodu - podniosła nogę od razu, jak oparzona.
-Spokojnie...nic Ci nie zrobię... - Powiedziałam gładząc folblutkę po łopatce. Delikatnie wyskrobałam z rowków strzałki wszelkie brudy i postarałam się wyczyścić resztę kopyta. Dzięki wyczuciu udało mi się, bez wyrywania nogi przez klacz, więc zadowolona obdarowałam podopieczną kawałkiem marchewki. Podeszłam do lewego tyłu i delikatnie przesunęłam dłonią po nodze, następnie zasygnalizowałam prośbę o podanie. Siwa schowała nogę pod siebie i dopiero po chwili oddała, uważając jednak i ruszając nogą przy każdym mocniejszym pociągnięciu. W końcu jednak uporałam się i z tą nogą, pochwaliłam lady S i przeszłam na drugą stronę z przodu. Poprosiłam o podanie nogi. Ładnie podana noga, wyczyściłam ją dokładnie ale z wyczuciem i podstawiłam na ziemi. Pochwaliłam klacz i podeszłam do tyłu. Zamiast podania wierzgnięcie, schowanie nogi i opuszczenie. Przy drugiej próbie schowanie pod siebie i podanie, jednak bardzo uważne. Uspokajałam siwkę głosem, a gdy skończyłam podeszłam do łba kobyłki i podarowałam piękną marchewkę. Gdy Scarlet chrupała warzywo odwiązałam ją i delikatnie objęłam szyję rękoma.
-Cicho...Spokojnie mała...Nie bój się, nic Ci nie zrobię - Mówiłam gdy klaczka na chwilę drgnęła i uniosła łepek w górę, następnie opuściła i przestała się mną przejmować. Uśmiechnęłam się i odeszłam parę kroków. Ostatecznie odprowadziłam siwą na pastwisko i puściłam wolno, klepiąc po szyi. Scarlet oddaliła się dość szybko w celu dalszego pałaszowania trawy, jednak obejrzała się parę razy do tyłu. Pełna szczęścia wewnątrz, poważna z zewnątrz poszłam do stajni, zapisać sobie przeżycia z dzisiejszego dnia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Joanne
Właściciel Stajni



Dołączył: 02 Kwi 2009
Posty: 625
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:32, 13 Cze 2011    Temat postu:

04 Czerwiec 2011 - by Joanne

Z samego rana przyjechałam do SC, zaopiekować się Scarlet. Pogoda była piękna, poranek upalny, słoneczny...może spróbujemy się umyć? Klaczka była bardzo brudna, a na jej szarawej sierści wszystko było widać jak na dłoni. Weszłam do chłodnego pomieszczenia. Przywitało mnie parę przyjacielskich potrąceń, parsknięć i rżeń. Przywitałam się z każdym koniem i w końcu doszłam do boksu Scar. Siwka spojrzała na mnie, wydała krótkie, cichutkie rżenie i nieco ostrożnie zbliżyła się do drzwiczek. Wyciągnęła chrapy, obwąchała moją dłoń i parsknęła. Podeszłam bliżej i pogładziłam ją po szyi. Najpierw uchyliła się, cofnęła dwa kroki, potem jednak wróciła.
-Dobra mała... - Powiedziałam gładząc klacz po szyi i głowie. Zdjęłam z haczyka kantar z uwiązem i otworzyłam drzwi boksu. Siwka cofnęła się gwałtownie, napięła mięśnie i podkuliła ogon. Zadem wcisnęła się w kąt boksu i łypnęła na mnie wystraszonym spojrzeniem. "Było to zrobić spokojniej" pomyślałam, następnie spokojnie przemawiając do kobyłki powoli podeszłam parę kroków. Zero reakcji. Wyciągnęłam dłoń. Ciekawość klaczki przezwyciężyła i Scarlet po chwili dokładnie badała moją rękę nie zauważając albo nie przejmując się tym, że jestem coraz bliżej. W końcu delikatnie pogładziłam follbutkę po jej szczupłej szyi. Stała spokojnie, dzięki rytmicznemu gładzeniu szyi powoli się rozluźniała.
-Dobry konik - Powiedziałam poklepując lekko klacz. Wzięłam kantar, dotknęłam nim nosa siwej. Uniosła głowę lekko w górę, po chwili opuściła rozumiejąc, że kantar nie jest zły. Założyłam go na łepetynkę Scar zręcznie i szybko, by nie zdążyła uciec, jednak nie wykonywałam gwałtownych ruchów. Poklepałam, zapięłam wszystko i wychodzimy na dwór, na myjkę.
Siwa szła energicznie, rozglądając się na boki. Z myjka była już jako-tako obyta, więc nie miała oporów przed wejściem w jej głąb. Przypięłam ją na dwa uwiązy, ale w miarę luźno, by się nie stresowała ograniczeniem wolności i odkręciłam przyjemną, nie za ciepłą wodę. Najpierw podsunęłam ją klaczce pod pysk, by sobie obwąchała, potem potraktowałam nią jej szczupłe, długie nogi. Scar najpierw uciekała od nagłego uczucia mokrości, potem zaakceptowała je i stała spokojnie, uważnie obserwując moje poczynania.
-Dobra mała. - Powiedziałam i zaczęłam opłukiwać klacz nad stawami skokowymi. Napięcie mięśni, spojrzenie na sytuację i tyle. No to woda leci na łopatkę. łeb w górę, parę kroków w miejscu, chwila lekkiej paniki, potem stopniowa akceptacja. Pochwaliłam dzielną młodą i powolnymi ruchami zmoczyłam jej kolejno szyję, grzbiet, zad i brzuch. Obyło się bez większej paniki, ale było parę stresujących momentów. Zmoczyłam grzywę i ogon siwki, jej drugą stronę i zakręciłam kurek.
-I co? Woda nie jest taka zła, co? - Odparłam dając folblutce smakołyka i gładząc mokrą gąbką po łebku w celu umycia go. Co ciekawe ten gest nie wzbudził u klaczki żadnych nerwów, jej spojrzenie przepełniało zaufanie.
Sięgnęłam po szampon. Wylałam go na jedną ze szczotek i zaczęłam pienić na łopatce. Siwa spojrzała co wyprawiam, obserwowała dłuższą chwilę i zajęła się skubaniem uwiązu. Dokładnie potraktowałam szamponem jej łopatkę, szyję, pierś, grzbiet, zad, brzuch i nogi. Obyło się bez jakichkolwiek akcji, więc wzięłam trochę szamponu w ręce i spieniłam klaczkową grzywę i klaczkowy ogon. Przy tym drugim była chwila wiercenia, bo przecież ruszam jej kitę, coś tam jakieś szorowanie i w ogóle, a ona nie widzi. Jednak dałyśmy radę. Szczotką dokładnie wyszorowałam Scar kopyta i Etap II zakończony.
-I jak? - Spojrzałam na klacz, która patrzyła na mnie z postawionymi uszami, pełna swego rodzaju fascynacji. Poklepałam ją i odkręciłam wodę. Opłukałam swoje dłonie i czas na klacz. To już zestresowało niunię, bo oprócz wody leciało z niej coś białego i momentami dziwnie pluskało o ziemię. Podzieliłam tą część mycia na części. Najpierw łopatka, pierś i brzuch, potem zad i nogi, ogon, szyja i grzywa. Powoli, spokojnie przekonywałam Scarlet, że to wszystko nie gryzie. Niewiele dokonałam, klacz się strasznie wierciła, ale na szczęście nie próbowała odsadzania czy innych niebezpiecznych wyczynów. W końcu jednak spłukałam z siwki cały szampon, za co dostała smakołyka i pochwałę, bo mimo wszystko była grzeczna. Ściągnęłam z niej nadmiar wody, z słupka nieopodal wzięłam cieniutką, leciutką derkę własnoręcznie uszytą właśnie w celu suszenia koni.
-No mała, idziemy na trawę - Odparłam odwiązując Scarletkę i prowadząc w stronę sporych kępek trawy przy placu. Siwa szła bardzo energicznie, musiałam zrobić z nią parę okrążeń, by się nieco uspokoiła i dopiero pójść na popas. Klaczka wręcz rzuciła się na soczystą, zieloną roślinę. Na stanęłam sobie obok, rozejrzałam dookoła i przyglądałam się a to klaczy, a to stajennemu życiu. Pozostałyśmy na trawie, póki Scar nie wyschła na tyle, by wrócić do stajni. Zdążyłam pogadać z Nojką i Carrot, odważyłam się nawet oprzeć o grzbiet siwki. Ta podniosła łeb, trąciła mnie nosem i wróciła do jedzenia trawy. Zmęczona staniem usiadłam na parę minut, delikatnie gładząc będący akurat tuż obok mnie pyszczek siwej. W końcu podotykałam Scarlet w najróżniejszych miejscach i twierdząc, że jest wystarczająco sucha wróciłyśmy do stajni. Boks został elegancko wyczyszczony podczas naszej nieobecności, więc na świeżą, suchą słomę z lekkich sercem wprowadziłam naszą chudzinkę. Mimo iż Scarlet przebrała na masie, wyglądała dużo lepiej to nadal żebra mocno wystawały, w sumie wciąż wyglądała w dużym stopniu jak szkielet.
-No i jak było mała - Powiedziałam gładząc folblutkę po szyi, głowie i łopatce. Ta oparła na chwilę chrapki o moją dłoń, postała tak patrząc się na mnie swymi oczętami, w końcu zwróciła uwagę na wiszącą od paru dni lizawkę solną. Uśmiechnęłam się i wyszłam w boksu, zamykając za sobą drzwi.
-Pa Scarlet. - Powiedziałam odwieszając kantar na haczyk i niechętnie odchodząc od jej boksu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.wsraurumanimus.fora.pl Strona Główna -> Archiwum / Scarlet Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group, modified by MAR
Inheritance free theme by spleen & Programosy

Regulamin